To, że we wrocławskim Śląsku dzieje się źle wiadomo od dawna. Jaskółki donoszą, że prezydent Rafał Dutkiewicz traci cierpliwość w stosunku do prezesa klubu, Pawła Żelema i jest gotów „rzucić go na żer”.

Jak naprawdę jest za kulisami nie wie nikt. Jedno jest pewne, wyniki drużyny nie napawają optymizmem, zaś na mecze przychodzi coraz mniej kibiców. Jeszcze trzy lata temu, na nowy stadion przychodziło średnio 14 tysięcy widzów, zaś w sezonie 2015/2016 średnia spadła do poziomu 8 740 osób. W obecnym sezonie jest minimalnie lepiej, na mecz średnio przychodzi 9 875 kibiców. Niestety, wraz ze zmianą pogody oraz pogorszeniem się wyników drużyny powróciła tendencja spadkowa. Od zakończenia sezonu urlopowego, na mecze Śląska przychodzi w przybliżeniu 8 000 osób. Powyższe wyniki prezentują się szczególnie mizernie, jeżeli weźmiemy pod uwagę łączną pojemność piłkarskiego stadionu na Maślicach (42 000 miejsc).

W kuluarach mówi się o potencjalnym powrocie do klubu Tadeusza Pawłowskiego, który był szkoleniowcem Śląska w sezonach 2014/2015 i 2015/2016 (runda jesienna). Tym razem w roli dyrektora akademii piłkarskiej, która miałaby szkolić młodzież.

Postawienie na budowę akademii piłkarskiej i na szkolenie młodzieży to na pewno krok w dobrym kierunku. Niestety, jest to również krok spóźniony. Krok, który może przynieść pozytywne długofalowe efekty,  lecz nie rozwiąże najbardziej palących problemów, z którymi boryka się wrocławski klub.

Kiedy w 2007 roku miasto przejmowało Śląsk, było to robione z myślą o znalezieniu inwestora strategicznego. Nieudane mariaże ze Zbigniewem Drzymałą, Zygmuntem Solorzem, a następnie fiasko Wrocławskiego Konsorcjom Sportowego nie przyniosły rozwiązania problemu. Władze Wrocławia przespały okres ostatnich kilku lat, w którym klub osiągał dobre wyniki sportowe, zaś nowy stadion piłkarski dodawał świeżości całemu projektowi. Przespano okres, w którym drużynę można było przekazać w prywatne ręce. Niejasna sytuacja finansowa klubu i kiepskie wyniki bardzo utrudniają znalezienie prywatnego inwestora.

To piwo zostało nawarzone przez prezydenta Rafała Dutkiewicza i Pan Prezydent powinien je wypić.  Zwolnienie prezesa klubu piłkarskiego jest wyłącznie próbą znalezienia kozła ofiarnego i odwrócenia uwagi od realnego problemu,  jakim jest brak pomysłu na długofalową strategię  funkcjonowania klubu. Nie wystarczy rokrocznie dosypywać ogromnych kwot pieniędzy do funkcjonowania klubu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy Śląsk przypomina obecnie studnię bez dna. Jest w stanie pochłonąć każdą ilość wrzuconych weń pieniędzy.

Całe zamieszanie dobitnie pokazuje, że politycy nie powinni zajmować się zarządzaniem tak skomplikowanym projektem, jakim jest prowadzenie profesjonalnego klubu piłkarskiego. Łapy precz od piłkarskiego Śląska!

fot. www.przegladsportowy.pl